LIPIEC W OBIEKTYWIE

W pierwszych dniach nowego miesiąca udostępniam fotoreportaż z ostatniego miesiąca. Jeśli interesuje Cię to, co się u mnie/ u nas działo to, serdecznie zapraszam, do przeczytania dalszej części wpisu 🙂

Sobota, 3 lipca. Za oknem jak zwykle nie ciekawie. Mamy jednak wybór. Szukamy słońca albo zostajemy w domu. Co prawda nie ufam pogodynkom, ale nic nie szkodzi sprawdzić prognozę na najbliższe godziny. Udało się, znaleźliśmy miejsce w Holandii, gdzie ponoć ma nie padać, ruszyliśmy więc w kierunku Zelandii, statystycznie najbardziej słonecznym regionie Holandii.

W drodze. Bariera fal sztormowych Oosterschelde, wizytówka Delta Works.

W Zelandii odwiedziliśmy ponad 200 letnie malownicze miasteczko Veere.

Urządzenia AGD słynnej marki KitchenAid prześladowały mnie już sporo czasu. Zakup sprzętu amerykańskiej marki o ponadczasowej stylistce, którą charakteryzują żywe kolory, nie należy do najtańszych. Sporo czasu zastanawiałam się nad tym, czy warto? Czy na pewno chcę? Czy będę wystarczająco często korzystała?

W końcu stało się i decyzja zapadła. W maju na pytanie, co chciałabym dostać na urodziny? Stanowczo odpowiedziałam mikser KitchenAid. Mimo że urodziny obchodziłam 18 maja, prezent otrzymałam dopiero w lipcu. Dlaczego?

Otóż potrzebowałam kilka tygodni, aby zdecydować się na jakiś kolor 😀

Dylemat kolorystyczny. Urządzenia zamówiliśmy na oficjalnej stronie KitchenAid 

Ponoć zakup sprzętu KitchenAid jest jak zrobienie tatuażu. Kiedy zrobisz jeden, myślisz o drugim. Chyba jest to prawda. Dostałam mikser, a w międzyczasie stałam się posiadaczką nowego blendera oraz czajnika na wodę. Oczywiście myślę już o kolejnym zakupie. 

Chyba znaleźliśmy kompanów do wycieczek motorowych 🙂

 4 lipca wspólnie z Natalią i Nickem spędziliśmy dzień na dwóch kółkach. Było super!

Girls

“Just Want to Have Fun”

Kiedy w poniedziałek 5 lipca otworzyłam kalendarz i zobaczyłam, że najbliższy piątek mam wolny, a poniedziałek zaraz po weekendzie ma sporą szansę na to, aby również zrobić go dniem wolnym od pracy, pomyślałam, że trzeba gdzieś pojechać. Moim pomysłem była Limburgia, Chris jednak szybko go zmienił i pojechaliśmy w belgijskie Ardeny. To był cudowny długi weekend w otoczeniu natury. Oprócz wykonanych wędrówek zwiedziliśmy  miasteczka Durbuy oraz Dinant, a także poznaliśmy jaskinie Han.

Jest Teddy

Jest prowiant

Jest on. Czyli jest wszystko

Poznawania Holandii ciąg dalszy. 18 lipca wywiało nas do Parku Narodowego  Bieschbosch. W Bieschbosch byliśmy już nie raz. Tym razem po spacerze postanowiliśmy wypożyczyć tzw. e-choppery (elektryczne motorowery) i nimi przemierzać pobliskie drogi Holandii. 

Tak ciepły i bardzo udany dzień trzeba było uczcić obiadokolacją o zachodzie słońca w restauracji Vlietzicht w Schipluiden.

Żeby nie było. Oprócz tych wszystkich przyjemności też pracuję ;P. Czasami klienci dbają o to, aby czas po pracy był jeszcze bardziej przyjemny. To takie miłe 🙂

W poszukiwaniu czegoś starego co będzie dla nas zupełnie nowym.

Są marzenia, które towarzyszą nam od wielu lat, ale są też marzenia, które pojawiają się nagle i nie ma nic wspanialszego, niż to, że los pozwala nam je realizować. 

Tak było w przypadku łódki, na którą pomysł powstał trzy, może cztery tygodnie temu. 

W wolnych chwilach odwiedzaliśmy różne porta. Szukaliśmy nie tylko łodzi, ale przede wszystkim miejsca, gdzie moglibyśmy ją trzymać. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, że pandemia spowodowała, iż w holenderskich portach zaczęło brakować miejsc. 

19 lipca. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że gdzieś po drugiej stronie naszego domu czeka na nas coś, co w kolejnych dniach będzie należało do nas 🙂

26 lipca. Mamy ją, mamy naszą łódkę 🙂

Po więcej odsyłam Was do poprzedniego wpisu, który znajdziecie tutaj.

Tegoroczny miesiąc wypełniony był wspaniałymi dniami, ale życie, to jednak życie i oprócz tych wszystkich wspaniałych momentów, były też mniej miłe chwile.

28 lipca miałam operacje. Kiedyś na ten temat napiszę więcej, dzisiaj zaznaczę tylko tyle, że jestem wdzięczna, za opiekę, jaką mogłam do tej pory doświadczyć w Holandii.   

Cudownie, że go mam i mogłam mieć przy sobie w tym dniu 🙂

Radość otwartych piwonii trwała do chwili, aż nie wyblakły …

Im czegoś mamy mniej, tym bardziej to doceniamy. I to jest prawda. Ostatnie nasze wspólne wyjście na kolacje było, zanim pojawiła się pandemia. Miło było w końcu spędzić czas jak dawniej.

W ostatnią sobotę miesiąca wybraliśmy się do muzeum Royal Delft, a pod wieczór pojechaliśmy na plażę podziwiać jeden z piękniejszych w tym miesiącu zachodów słońca.

Sporo mam do nadrobienia, jeśli chodzi o wpisy z miejsc, które ostatnio odwiedziliśmy. Obiecuje jednak, że prędzej czy później się one pojawią.

Na tę chwilę czerpie radość z naszych wolnych chwil i staram się mało wyjątkowe lato przekształcać w coś więcej.

Życzę Wam wspaniałego weekendu.  

Royal Delft Muzeum

Hoek van Holland

POLECAJKA MIESIĄCA

Jeśli mieszkacie w Holandii i nie macie swojego ulubionego sklepiku, gdzie możecie kupić orzeszki, bakalie i inne tego typu pyszności, to z czystym sercem mogę Wam polecić sklep internetowy www.denotenshop.nl

To już nasza kolejna przesyłka i jesteśmy bardzo zadowoleni. Do sklepu wracamy za każdym razem, jeśli nie udało nam się zrobić zakupów na lokalnym ryneczku. Orzeszki pistacjowe, które można zamówić w sklepie to istny sztos i bardzo uzależniają.

Życzę Wam miłego weekendu, pozdrawiam Agnieszka

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *