El Calafate – 5 dni w krainie lodowców. Nasz plan podróży po argentyńskiej Patagonii

Po kilku dniach spędzonych w słonecznej Mendozie przyszedł czas ruszyć jeszcze dalej na południe Argentyny. Przed nami była Patagonia. To właśnie tutaj znajdują się jedne z najsłynniejszych lodowców na świecie, turkusowe jeziora i krajobrazy, które chce doświadczyć, każdy, kto kocha naturę. 

Zanim jednak opuściliśmy Mendozę, postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedno miejsce. 

Nie był to kolejny punkt widokowy ani atrakcja przygotowana z myślą o turystach. Tym razem chcieliśmy na chwilę zatrzymać się przy historii Argentyny i w tym celu udaliśmy się do Cerro de a Gloria, gdzie znajduje się imponujący pomnik Armii Andów — Monumento al Ejercito de los Andes. Pomnik upamiętnia generała Jose de San Martina oraz żołnierzy, którzy przekroczyli Andy i odegrali kluczową rolę w wyzwoleniu Argentyny, Chile i Peru spod panowania hiszpańskiego.

Podróżując, bardzo często skupiamy się na pięknych krajobrazach. To dla nich wybieramy dany kierunek, i to one najczęściej zostają na naszych zdjęciach. Z czasem coraz bardziej przekonujemy się jednak, że równie ważne są miejsca, które opowiadają historię kraju. To właśnie one pozwalają lepiej zrozumieć kulturę, ludzi i wydarzenia, które ukształtowały dane miejsce.

Ze wzgórza Cerro de la Gloria położonego w Parque General San Martin ruszyliśmy na lotnisko, gdzie oddaliśmy wypożyczony samochód i tym samym zakończyliśmy naszą przygodę z Mendozą.

Przed południem czekał na nas lot do Buenos Aires. Po krótkiej przesiadce wsiedliśmy do kolejnego samolotu, tym razem lecącego niemalże na sam koniec Argentyny — do El Cafafate.

Najpierw pod nami rozciągało się ogromne Buenos Aires, ale z każdą minutą krajobraz stawał się coraz bardziej surowy.

Do El Calafate dotarliśmy około godziny dwudziestej. Nie planowaliśmy już żadnego zwiedzania. Chcieliśmy jedynie zostawić bagaże i zobaczyć jak wygląda miasteczko po zmroku. Patagonia przywitała nas w najlepszy możliwy sposób — delikatnie padającym śniegiem. Po kilku dniach spędzonych w ciepłej Mendozie był to widok, którego zupełnie się nie spodziewaliśmy.

Poznajemy El Calafate

Następnego dnia planowaliśmy od razu ruszyć na pierwszą wycieczkę. Szybko jednak okazało się, że nie wszystko da się zostawić na ostatnią chwilę. Najpierw musieliśmy odebrać gotówkę z Western Union, co było ogromnym wyzwaniem, a następnie zarezerwować wycieczki na kolejne dni. Na szczęście wszystko udało się zorganizować i jeszcze tego samego dnia mieliśmy gotowy plan na cały pobyt.

Patrząc z perspektywy czasu, cieszymy się, że ten dzień potoczył się właśnie w taki sposób. Zamiast od razu gnać na lodowce, mogliśmy spokojnie poznać samo El Calafate.

Spacer rozpoczęliśmy wcześnie rano, kiedy miasteczko dopiero budziło się do życia. Dzięki temu na ulicach było jeszcze spokojnie. Bez pospiechu spoglądaliśmy na witryny małych sklepików, odkrywaliśmy boczne uliczki i chłonęliśmy atmosferę tego niewielkiego, ale niezwykle klimatycznego miejsca. 

Bardzo szybko zauważyliśmy też coś, co wyróżnia El Calafate spośród wielu innych miejsc, a mianowicie wszechobecne psy, które leżały sobie spokojnie przed sklepami, spacerowały po centrum albo towarzyszyły turystom podczas przechadzek. Większość z nich wyglądała na zadbane i przyjazne. Od mieszkańców dowidzieliśmy się, że część z nich ma swoich właścicieli, którzy pozwalają im swobodnie chodzić po mieście, a część dokarmiana jest przez mieszkańców i lokalnych przedsiębiorców, dzięki czemu zwierzęta są oswojone i stały się niemal nieodłącznym elementem krajobrazu El Calafate.

Jednym z miejsc, które szczególnie nam się spodobało, był Paseo de los Artesanos — niewielki pasaż skupiający lokalnych rzemieślników. Można tu znaleźć ręcznie wykonywaną biżuterię, wyroby ze skóry, ceramikę, wyroby z drewna, tkaniny z wełny oraz prace lokalnych artystów. Jeśli szukacie pamiątki, która rzeczywiście została wykonana w Patagonii, to warto tutaj zajrzeć.

Na argentyńskich targach można znaleźć rzeczy, obok których trudno przejść obojętnie. Jedną z nich była biżuteria wykonana z kości zwierząt. Z tego, co opowiadał nam sprzedawca, znalezione kości, zamiast pozostać bezużyteczne, dostają drugie życie w rękach miejscowych rzemieślników. Prawdę mówiąc, to ciekawy pomysł na wykorzystanie tego, co pozostawiła natura.

Jeśli szukasz pamiątki naprawdę kojarzącej się z Argentyną, to warto zwrócić uwagę na rodochrozyt. Ten charakterystyczny różowy kamień jest uznawany za narodowy kamień Argentyny, a jego barwy potrafią przechodzić od bardzo delikatnego różu aż po mocniejsze, niemal malinowe odcienie. My również przywieźliśmy z Argentyny małe figurki wykonane z rodochrozytu i do dziś są one jedną z naszych ulubionych pamiątek z tej podróży.

Podczas spaceru trafiliśmy również do Paseo de los Pioneros — niewielki park z charakterystycznymi rzeźbami przedstawiającymi pionierów, pierwszych osadników oraz zwierzęta, które towarzyszyły im podczas zagospodarowania tych surowych terenów Patagonii. Jeszcze zanim do miasta zaczęli przyjeżdżać turyści z całego świata, okolica żyła głównie z hodowli owiec, a konie były podstawowym środkiem transportu. 

Spacerując po centrum, trudno nie zwrócić uwagi na wszechobecne produkty z owoców calafate. To niewielkie, ciemnofioletowe jagody rosnące na kloczastych krzewach, od których swoją nazwę wzięło całe miasto. Z owoców przygotowuje się dżemy, syropy, likiery, czekolady, lody czy słynne patagońskie wino. Związana jest z nimi również lokalna legenda mówiąca, że kto spróbuje owocu calafate, ten jeszcze kiedyś wróci do Patagonii. 

Ponieważ temperatura nawet w ciągu dnia potrafi być niska, świetnie smakowała nam gorąca czekolada serwowana w jednej z lokalnych kawiarni. Patagonia słynie z doskonałej czekolady, NAPRAWDĘ DOSKONAŁEJ!!! A po długim spacerze kubek gęstej gorącej czekolady był dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy.

Restauracje, do których chętnie wracaliśmy

Przez kolejne dni kilkakrotnie wracaliśmy do tych samych restauracji. Najbardziej charakterystycznym daniem regionu jest oczywiście patagońska jagnięcina (cordero patagonico), pieczona przez wiele godzin nad otwartym ogniem. Spacerując ulicami miasta, trudno nie zwrócić uwagi na restauracje, przed którymi już z daleka widać całe tusze jagniąt powoli obracające się nad żarem. To jeden z symboli Patagonii i widok, który od razu przyciąga wzrok przechodniów.

Równie popularne są jednak świeże ryby i owoce morza. W wielu restauracjach można spróbować pstrąga patagońskiego czy łososia. Osobiście częściej sięgaliśmy po rybne specjały i był to doskonały wybór. Wszystko było świeże, świetnie przygotowane i po prostu bardzo smaczne.

Jednym z naszych ulubionych miejsc okazała się restauracja Nina. Chris od razu poczuł się tam jak w swoim żywiole. Wnętrze urządzone jest w motocyklowym klimacie — w restauracji stoją nawet klasyczne motocykle. Sam wystrój robi ogromne wrażenie, ale równie dobrze wspominamy serwowane tam potrawy.

Nie zabrakło również wieczorów z lokalną muzyką i tańcem. W jednej z restauracji podczas kolacji mogliśmy obejrzeć pokaz argentyńskiego folkloru. Wspaniała energia tancerzy stworzyła doskonałą atmosferę, dzięki, której kolacja stała się nie tylko wyjątkową ucztą dla podniebienia, ale również ciekawym spotkaniem z kulturą Argentyny.

Glaciarium — najlepszy początek przed spotkaniem z lodowcami

Tego samego dnia odwiedziliśmy również Glaciarium — nowoczesne centrum poświęcone lodowcom Patagonii.

Początkowo traktowaliśmy je jako ciekawostkę, ale po wyjściu stwierdziliśmy, że był to jeden z najlepszych pomysłów na rozpoczęcie pobytu w El Calafate.

Dowiedzieliśmy się, jak powstają lodowce, dlaczego Perito Moreno jest jednym z nielicznych lodowców na świecie, który wciąż pozostaje w równowadze, oraz jak ogromny wpływ na ten region mają zmiany klimatu. Wystawy są nowoczesne, interaktywne i przygotowane  bardzo ciekawy sposób. 

Powyżej tablica witająca gości oraz jedna z ciekawszych plansz w Glaciarium, która opowiada o tym, dlaczego nie istnieją dwa identyczne płatki śniegu. Kryształki śniegu mają sześciokątny kształt i bardzo precyzyjne zasady symetrii. Woda, z której powstają, jest poddawana nieustannie zmieniającym się warunkom atmosferycznym, takim jak temperatura i wilgoć. Na planszy pokazano jak temperatura i wilgotność powietrza wpływają na kształt płatków śniegu. W zależności od warunków mogą powstać: cienkie płatki, igły, kolumny, gwiazdy dendryty (czyli klasyczne, rozgałęzione płatki śniegu), czy bardziej skomplikowane kryształy. To niesamowite uświadomić sobie, że każdy płatek śniegu, który spada na ziemię, jest jedyny i niepowtarzalny.

Kolejna z plansz poświęcona była jaskiniom lodowym, które powstają we wnętrzu lodowców pod wpływem wody, powietrza i upływu czasu. Natura przez setki, a czasem nawet tysiące lat rzeźbi w lodzie niezwykłe korytarze, komory i szczeliny, tworząc prawdziwe dzieła sztuki. Każda jaskinia ma inny kształt i kolor, a ponieważ lodowiec nieustannie się porusza, są to miejsca, które ciągle się zmieniają — jedne znikają, a w ich miejscu powstają kolejne.

Plansza wyjaśniła również, skąd bierze się charakterystyczny błękit lodowców. To nie odbicie nieba, jak mogłoby się wydawać. Grube warstwy sprasowanego lodu pochłaniają większość barw światła słonecznego, natomiast najlepiej przepuszczają światło niebieskie. Właśnie dlatego wnętrza jaskiń lodowych zachwycają tak intensywnymi odcieniami błękitu- od jasnego turkusu, aż po głęboki szafir.

Plansza u góry po lewej jest jedną z najważniejszych w całym Glaciarium, bo wyjaśnia „anatomię lodowca” – czyli jak powstaje, jak się porusza i jak się zmienia. Najbardziej zaskakującym faktem jest to, że lodowiec jest cały czas w ruchu. Choć dla ludzkiego oka wydaje się nieruchomy, to każdego dnia przesuwa się o kolejne centymetry, a niektóre lodowce nawet o kilka metrów. To właśnie ten powolny, ale nieustanny ruch powoduje pękanie lodu i spektakularne odrywanie się ogromnych brył, które później wpadają do jeziora.

Plansza “ICE ALL OVER THE WORLD” pokazywała, że lodowce nie są wyłącznie symbolem Patagonii, choć najczęściej kojarzymy je z Antarktydą czy Grenlandią. Lodowce znajdują się niemal na całym świecie — od Antarktydy i Grenlandii, przez Alaskę, Islandię i Alp, aż po Himalaje czy Andy. Każdy z nich powstaje  innych warunkach, ma inną wielkość i charakter, ale wszystkie są niezwykle cennym elementem ziemskiego ekosystemu. Z mapy zamieszczonej na planszy uświadomiliśmy sobie, jak ogromny jest Południowopatagoński Lądolód, z którego wypływa ponad 40 dużych lodowców w tym słynny Perito Moreno. To trzecia co do wielkości rezerwa słodkiej wody w postaci lodu na Ziemi, ustępująca jedynie Antarktydzie i Grenlandii!

Oczywiście nie mogło zabraknąć planszy poświęconej największej gwieździe Parku Narodowego Los Glaciares — lodowcowi Perito Moreno. To właśnie jego mieliśmy zobaczyć następnego dnia.

Z wystawy dowidzieliśmy się, ze Perito Moreno ma około 30 kilometrów długości, a jego czoło wznosi się nawet 70 metrów ponad powierzchnię jeziora Lafo Argentino. Jednak to nie jego rozmiary sprawiają, że jest tak wyjątkowy. Większość lodowców na świecie z roku na rok się cofa. Perito Moreno jest jednym z najbardziej spektakularnych lodowców na świecie. Na planszy zobaczyliśmy również stare fotografie, mapy i archiwalne ilustracje pokazujące, jak od ponad stu lat badano ten niezwykły lodowiec. Dzięki temu mogliśmy lepiej zrozumieć, dlaczego od lat przyciąga nie tylko turystów, ale również naukowców z całego świata. 

Możecie sobie wyobrazić, że patrząc na zdjęcia tych ogromnych błękitnych ścian lodu, coraz trudniej było nam doczekać się następnego dnia, w którym mieliśmy stanąć zarówno przed, jak i na Perito Moreno!

Nasze 5 dni w El Calafate

Pierwszy dzień w El Calafate był dla nas doskonałym wprowadzeniem do świata patagońskich lodowców. Poznaliśmy klimat miasteczka, spróbowaliśmy lokalnej kuchni i dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy w Glaciarium. Teraz pozostało już tylko jedno — ruszyć na spotkanie z prawdziwą Patagonią. 🙂

W kolejnych dniach naszej podróży czekały na nas:

  • Trekking po lodowcu Perito Moreno (dzień drugi),
  • Kajaki i spacer po kładkach z widokiem na lodowiec (dzień trzeci),
  • rejs po najpiękniejszych lodowcach (dzień czwarty),
  • oraz całodniowa wyprawa do El Chalten i treking pod majestyczny Fitz Roy (dzień piąty).

O tym wszystkim opowiem już w kolejnych wpisach.

NASZA PODRÓŻ PO ARGENTYNIE

Ten wpis jest częścią naszej podróży po Argentynie, którą odbyliśmy w 2023 roku. Jeśli masz ochotę zobaczyć więcej, poniżej znajdziesz pozostałe wpisy z tej wyprawy.

Dziękuję, że tu jesteś. Do zobaczenia w kolejnym wpisie!

                                                                                      Agnieszka

                                                                                                                                                                                                                                      

Laat een reactie achter

Je e-mailadres wordt niet gepubliceerd. Vereiste velden zijn gemarkeerd met *