Big Ice – trekking po lodowcu Perito Moreno

Są takie miejsca, które pięknie wyglądają z daleka, ale są też i takie, na które najlepiej po prostu wejść. Perito Moreno zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. I właśnie dlatego, będąc w Patagonii, nie chcieliśmy poprzestać tylko na oglądaniu go z punktów widokowych. Chcieliśmy znaleźć się tam naprawdę. Założyć raki, wejść na lód i zobaczyć z bliska ten niesamowity błękit, który do tej pory znaliśmy głównie ze zdjęć. 

Nasz wybór padł na Big Ice — całodniową wyprawę na lodowiec Perito Moreno. I jak się później okazało, było to jedno z tych doświadczeń, dla którego warto przejechać pół świata.

Pierwsze spotkanie z Perito Moreno

Nasz dzień zaczął się wcześnie. Rano spod hotelu w El Calafate odebrał nas bus i ruszyliśmy w stronę Parku Narodowego Los Glaciares. Przed nami było około 80 kilometrów drogi, ale przy patagońskich widokach za oknem już sama podróż była częścią tej wyprawy.

Po dotarciu do parku mieliśmy trochę czasu dla siebie. Ruszyliśmy więc na spacer po słynnych kładkach i tarasach widokowych i właśnie stamtąd po raz pierwszy zobaczyliśmy Perito Moreno w całej okazałości.

Trudno było oderwać od niego wzrok. Ogromna ściana lodu wyrastała ponad taflę jeziora, a za nią ciągnęło się prawdziwe morze lodu, wciśnięte pomiędzy ośnieżone góry.

Schodziliśmy coraz niżej po kładkach, zatrzymując się co kilkanaście kroków. Perspektywa cały czas się zmieniała. Raz patrzyliśmy na Perito Moreno z góry, innym razem niemal na wprost. I właśnie wtedy stojąc naprzeciwko lodowca, można było poczuć jego skalę…

Coraz bliżej lodowca

Z kładek pojechaliśmy do Puerto Bajo las Sombras. To właśnie stąd rozpoczyna się kolejny etap Big Ice. Wsiedliśmy na statek i przez około 20 minut płynęliśmy przez Lago Rico w stronę południowej ściany Perito Moreno. Lodowiec, który jeszcze  przed chwilą oglądaliśmy z punktów widokowych, był coraz bliżej. Wtedy zaczęło do nas docierać, że za chwilę naprawdę będziemy chodzić po tym ogromie lodzie.

Po zejściu ze statku wciąż jednak nie byliśmy u celu. Czekał nas jeszcze trekking wzdłuż lodowca. Szlak prowadził najpierw przez kamienisty teren a później przez las. Momentami Perito Moreno znikał pomiędzy drzewami, żeby za chwilę znowu pojawić się obok nas. 

Ekscytacja rosła i rosła. Wiedzieliśmy, dokąd idziemy. Widzieliśmy lodowiec, tylko jeszcze nie mogliśmy na niego wejść!

Po drodze zatrzymaliśmy się przy małym wodospadzie, gdzie można było uzupełnić butelki w lodowatą i krystalicznie czystą wodę, która niczym nie różniła się od tej, którą kupiliśmy w sklepie.

Czas założyć raki

W końcu dotarliśmy do miejsca, w którym zaczynała się najważniejsza część naszej wyprawy. Tutaj nie wystarczyły już zwykłe trekkingowe buty. Pierwsze kroki w rakach były trochę dziwne, ale po kilku minutach przestaliśmy właściwie o nich myśleć. 

Kiedy stanęliśmy na ogromnej tafli lodu Perito Moreno, to uświadomiliśmy sobie, jak bardzo obraz lodowca z daleka różni się od tego, co znajduje się na jego powierzchni. Z kładek lodowiec wydaje się ogromną, niemal jednolitą bryłą, ale na miejscu okazuje się, że to zupełnie osobny świat. Nie ma tutaj płaskiej, białej powierzchni. Są lodowe wzniesienia i zagłębienia. Strumienie i głębokie szczeliny. Błękitne laguny, studnie lodowcowe i fenomenalne formacje, których kształt cały czas zmienia natura.

Kiedy spacer po Perito Moreno nie do końca Ci wystarcza i postanawiasz trochę go urozmaicić, wybijając się w powietrze!

W środku lodu

Jednym z niesamowitych miejsc, jakie zobaczyliśmy podczas trekkingu, była lodowa grota. Na zewnątrz niewielki otwór, ale w środku ogromny błękit! Światło przenikające przez grube warstwy lodu sprawiało, że wszystko dookoła nabierało zupełnie innego koloru. Ściany, sklepienie, właściwie wszystko wokół tonęło w błękicie. Przez chwilę można było mieć wrażenie, że znaleźliśmy się gdzieś pod wodą. Coś niesamowitego!

Ostatni rzut oka

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Po kilku godzinach spędzonych na lodzie rozpoczęliśmy drogę powrotną. Powoli zostawialiśmy za sobą ten niesamowity lodowy świat, wsłuchując się w ostatni chrzęst raków pod butami. Po dotarciu do miejsca startowego mieliśmy jeszcze chwilę dla siebie. Można było znaleźć zaciszne miejsce, usiąść na skale i popatrzeć jeszcze raz na Perito Moreno, na góry, na jezioro, na miejsce, po którym jeszcze chwilę wcześniej chodziliśmy.

Whisky z lodem.Dosłownie

Kiedy ponownie siedliśmy na statek, a Perito Moreno powoli zaczął się od nas oddalać, czekał na nas jeszcze jeden mały akcent tej wyprawy. Whisky z lodem. I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że lód pochodził prosto z Perito Moreno. Siedzieliśmy więc ze szklankami w dłoniach, patrząc przez okno na lodowiec, po którym jeszcze chwilę wcześniej chodziliśmy. Chyba trudno było wymyślić lepsze zakończenie tego dnia. Na koniec pozostało już tylko wznieść toast. Za Perito Moreno, za kilka godzin spędzonych na lodzie i za jedn z tych dni, których po prostu się nie zapomina. 

NASZA PODROŻ PO ARGENTYNIE

Ten wpis jest częścią naszej podróży po Argentynie, którą odbyliśmy w 2023 roku. Jeśli masz ochotę zobaczyć więcej, poniżej znajdziesz pozostałe wpisy z tej wyprawy.

Dziękuję, że tu jesteś. Do zobaczenia w kolejnym wpisie!

                                                                                      Agnieszka

Laat een reactie achter

Je e-mailadres wordt niet gepubliceerd. Vereiste velden zijn gemarkeerd met *