SIERPIEŃ W OBIEKTYWIE

Kolejny miesiąc zleciał w okamgnieniu. Jak zwykle starałam się wykorzystać wspólny wolny czas jak najlepiej. Do tego odnoszę wrażenie, że sierpień był dla nas jakimś psim miesiącem haha. Tak się złożyło, że dwie pary naszych przyjaciół postanowili powiększyć swoją rodzinkę o czworonożnego przyjaciela. Nie czekaliśmy długo i szybko zaplanowaliśmy spotkania, aby poznać te małe urocze Słodziaki. Pierwszego pieska mieliśmy przyjemność poznać już 2 sierpnia. 

Ten mały Mopsik to Pugsy. Pugsy jest bardzo towarzyski i przywitał nas bardzo entuzjastycznie, co nieznaczny, że bezboleśnie haha. Gryzienie dłoni to chyba jego ulubione zajęcie, ale Chris znalazł na to sposób 🙂 Pugsy zrobił na nas ogromne wrażenie tym, jak ładnie potrafi słuchać, jak dobrze rozumie co się do niego mówi i jak świetnie reaguje na wszelkiego rodzaju komendy. Wręcz niesamowite jak szybko się uczy.

Ta mordka!

Dobrze wybawiony piesek, to piesek zmęczony i słodko śpiący #love

Innym pieskiem, którego poznaliśmy zaledwie 5 dni później, był James. James Brown 😉

James odwiedził nas w naszym domu. Postanowiłam więc się dobrze przyszykować na tę wizytę i kupiłam coś, co wydawało mi się, że może mu się spodobać… no, ale i tym razem okazało się, że dłonie smakują lepiej, biedna ja 😀

naamloos-45

Dwie różne rasy, dwa różne charaktery, dwa różne selfie 😀

Podczas kiedy Pugsy wykończony zabawą drzemał mi na kolanku, dostałam wiadomość od siostry ze zdjęciem dwóch rudzielców moich rodziców. Uwielbiam screenshot z tamtego momentu.

W sierpniu skończyliśmy nasz projekt (mini) window seat :). Pomieszczenie poddasza nadal nie jest wykończone w tym stopniu, co już bym chciała, ale nie siedzieliśmy w miejscu. 

Drzwiczki muszą mieć jeszcze zamontowane uchwyty, tylko ja nadal nie znalazłam tych naj…

Obecnie nadal czekamy na materac, który zamówiliśmy. Wybór struktury materiałów, a także kolorów był dosyć spory, my zdecydowaliśmy się na szary, doda lekkiego kontrastu i fajnie będzie się komponował z poduszkami, które w przyszłości zamierzam zakupić.

Ceny niektórych mebli w Holandii potrafią zwalić z nóg.  Po buszowaniu w sklepach internetowych znalazłam biurko, które odpowiadało mi wymiarami, stylem i ceną, która była już lekko po zniżce. Tak więc jeszcze nie złożone, ale już jest 🙂

W poszukiwaniu krzesła huśtawki wybraliśmy się do sklepu ogrodniczego. Krzesła nie znalazłam, ale pojawiły się inne fajne inspiracje 🙂

Na Ziemi można spotkać około 2000 gatunków kaktusów, w końcu spotkałam taki który da się przytulić 🙂 JEJ JAK JA JE UWIELBIAM

A tutaj już coś, co przytargałam ze sklepu 🙂 Suszona lawenda, która znalazła swoje miejsce w toalecie… 

…oraz lampki, które zawiesiliśmy na bocznej ściance naszego ogródkowego schowka. Już dawno powinnam była je tam zawiesić, lampki są genialne i tworzą super klimat.

9 sierpnia miałam co robić. W trakcie budowy window seat na poddaszu, po zdjęciu z podłogi foli ochronnych okazało się, że Chris przewiercił w paru miejscach panele. Oczywiście, że miał podkładkę, ale widocznie nie wystarczająco grubą… Mina mi zrzedła, kiedy to zobaczyłam i ruszyłam na poszukiwanie czegoś do reperacji. Przez internet zamówiłam zestaw do naprawy paneli i nie mogę w to uwierzyć, że ten produkt jest tak dobry. Serio, jest to coś warte polecenia. Jeżeli macie na waszej podłodze coś, co nie wygląda za dobrze (np. rysy, wgniecenia itp.), spróbujcie naprawić to takimi właśnie woskami. Ja swój zestaw kupiłam na www.bol.com, w Polsce możecie produkt nabyć tutaj.

Chris zaczął reperację, ale pod moim okiem nie było to dla niego fajne zadanie haha, przejęłam wyzwanie, bo skromnie stwierdziłam, że mi to jednak lepiej wychodzi 😀

W sierpniu wybraliśmy się na 5-dniowe wakacje na motorze do Niemiec. Fajnie było znowu zobaczyć coś innego niż Holandię. Jeszcze dzisiaj zaraz po udostępnieniu tego wpisu zabieram się za szukanie zdjęć do posta właśnie z tej wycieczki i myślę, że w najbliższych dniach wpis będzie gotowy. 

W sierpniu nie zabrakło nam dni z pięknymi zachodami. A jak są piękne dni i piękne zachody to nie brakuje chwil, by zrobić jakieś zdjęcia 🙂

“Odległość przynosi inny rodzaj bliskości”

~ Maria Ernestam

Bardzo lubię robić zdjęcia, nie ma dla mnie większego znaczenia czy są one robione świetnej jakości aparatem cyfrowym, czy też może podręcznym telefonem. Najważniejsze to zatrzymać czas, zatrzymać chwilę i tworzyć wspomnienia. Nawet zwykła wizyta w Rotterdamie, która ma na celu załatwienie paru spraw, daje mi szanse na nowe ujęcia.

3o sierpnia był dla mnie dniem wyjątkowym. Na początku bieżącego roku udostępniłam na swoim FB ogłoszenie, że chętnie potowarzyszyłabym komuś w trakcie sesji zdjęciowych. Ta wiadomość dotarła do Pana, który zaproponował, a właściwie poprosił mnie o zrobienie zdjęć w trakcie koncertu klasycznego. Mimo iż zupełnie nie mam doświadczenia w robieniu takich zdjęć, głupio było mi jednak odmówić i się zgodziłam. Nie sądziłam jednak, że dzień ten wywrze na mnie takie emocje i tak ogromny stres. Było mi bardzo niezręcznie chodzić między obcymi ludźmi i robić im zdjęcia. Do tego wszystkiego doszedł stres związany z myśleniem nad parametrami. Nie było łatwo, ogromnie bałam się, że zdjęcia wyjdą nieciekawe i z brakiem ostrości. Kiedy wróciłam do domu, pierwsze co zrobiłam, to zrzuciłam zdjęcia na laptopa i zacząłem przeglądać kadry. Poczułam ogromną ulgę, kiedy zobaczyłam, że sesja wyszła mi nie najgorzej. Udało mi – się pomyślałam, udało mi się zrobić parę fajnych ujęć, ciekawych portretów ludzi, fanów tego rodzaju muzyki. Do przeróbki zdjęć użyłam filtrów, które moim zdaniem dodały fotografiom atmosfery. Pewnie, że można było lepiej, ale można było też gorzej. Może czas zacząć patrzeć na siebie tyć mniej krytycznie?

JEŚLI INTERESUJĄ CIĘ PODOBNE WPISY KONIECZNIE ODWIEDŹ ZAKŁADKĘ MIESIĄC W OBIEKTYWIE 🙂

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *