WRZESIEŃ W OBIEKTYWIE

Wrzesień to taki mój wehikuł czasu, miesiąc, w którym, mimo iż lata szkolnej ławki mam dawno za sobą zawsze przywraca wspomnienia z czasów szkolnych. Lubię te wspomnienia i myśli o ludziach, którzy przez wiele miesięcy, a nawet i lat byli w pewien sposób mi bliscy. Od czasu szkolnych, przez wiele lat wrzesień nie wnosił do mojego życia nic nowego. Zabrakło w nim świeżości, ekscytacji i możliwości poznawania nowych ludzi, aż do tego roku, za co jestem ogromnie wdzięczna.

A tak wyglądał dziewiąty miesiąc 2020 roku…

Kto czytał wpis ”Sierpień w obiektywie”, wie, że w minionym miesiącu bawiłam się w fotografa, a moim zadaniem było stworzenie fotorelacji z klasycznego koncertu Sinfonia Rotterdam. Ponad 90 zdjęć, które przekazałam mojemu ”zleceniodawcy” przypadło do gustu. WOW, serio? Naprawdę się podobały? Aż ciężko było w to uwierzyć… W prezencie jako podziękowanie otrzymałam bon upominkowy, który zamierzam niedługo wykorzystać 🙂

Kolejny upominek, który sprawił mi ogrom radości, przywiozła dziewczyna, którą uwielbiam. Karolina, którą znajdziecie na Instagramie pod nazwą profilu Góralka na walizkach. Mimo że z Karoliną znamy się zaledwie parę miesięcy, to nasza koleżeńska znajomość nabrała takiego tępa, że spokojnie można by pomyśleć, iż znamy się całe życie. Podobne myślenie, podobne rozkminy życiowe, podobne charaktery. Po prostu bratnia dusza 🙂

Obdarowywać siebie można na wiele sposobów, ale największy prezent dostajesz wtedy, kiedy ktoś postanowi podarować Ci swój czas. W Holandii bardzo często mówimy ”Niks moet, alles mag” co znaczy  ”Nic nie trzeba, można wszystko” i właśnie w taki sposób potraktowałyśmy czas, który postanowiłyśmy  przeznaczyć na wspólną wizytę w Rotterdamie, Kinderdijk i Amsterdamie. 

10 sierpnia, w popołudniowy czwartkowy dzień pojechałyśmy do Rotterdamu. Naszym pierwszym celem był lunch na wierzy widokowej Euromast. Więcej na ten temat dowiecie się w następnym poście.

Wierza widokowa Euromast

Pogoda lekko pochmurna, ale twarze pogodne

Po lunchu udaliśmy się do centrum miasta. Po zostawieniu auta w podziemnym parkingu w Markthal ruszyłyśmy na spacer po mieście. 

Markthal (hala targowa) to bardzo nowoczesny zadaszony budynek, który należy do tzw. Hotspots Rotterdamu. Z zewnątrz budynek przypomina swoim kształtem podkowę i ma ogromną szklaną fasadę po obu stronach. Zarówno przód, jak i tył budynku jest przeszklony, dzięki czemu hala stała się przejściem i tym samym stała się częścią miasta. Całą wewnętrzną elewację kryje ogromy, kolorowy obraz o powierzchni 11000 metrów kwadratowych, który stał się największym dziełem sztuki na świecie. Obraz pt.” Róg obfitości”autorstwa Arna Coenenowa przedstawia świat roślin, kwiatów, zwierząt oraz produktów naturalnych. Będąc w Rotterdamie, zawsze odwiedzam to miejsce i robię tutaj zakupy. Tutaj jest wszystko: słodkości, egzotyczne owoce, aromatyczne przyprawy, kawy, herbaty, sery, bakalie i tropikalne owoce suszone, no wszystko! Oprócz targowisk znajdują się tutaj również fajne restauracje w tym Jamie’s Italian światowego kucharza Jamie Oliver. Ktoś zgłodniał? 

Markthal to nie tylko targowiska, to również biurowce, oraz budynki mieszkalne. Te małe szklane kwadraciki to nic innego jak okna z pomieszczeń mieszkalnych. 

Dodam jeszcze jedną ciekawostkę, o której sama niedawno się dowiedziałam. W schodach ruchomych budynku znajduje się De Tijdenrap, stała wystawa wszelkiego rodzaju znalezisk archeologicznych. Podczas przygotowań do budowy Markthal w 2010 roku znaleziono wszelkiego rodzaju średniowieczne przedmioty, od waz po kule armatnie i narzędzia. De Tijdenrap pozwala rzucić okiem na średniowieczną Rottę (tak w przeszłości nazywano Rotterdam).

Niecałe 800 metrów od Markthal stoją Kubuswoningen – jedna z najbardziej charakterystycznych atrakcji miasta. Kubuswoningen to domki sześcianowe, które zasłynęły na całym świecie swoją wyjątkową architekturą. Muszę przyznać, że będąc w Rotterdamie, często mijałam to miejsce, ale dopiero razem z Karoliną poświęciłam im więcej uwagi i czasu. 

Sześcianowe domki zostały zaprojektowane przez holenderskiego architekta Pieta Bloma pod koniec lat 70. Pierwszy podobny projekt powstał 6 lat wcześniej w mieście Helmond. 

Mieszkanie w takim domku musi być nietypowym, ale i ciekawym przeżyciem, ponieważ okna sześcianowych domków mają zawsze widok na niebo lub ziemię

Kubuswoningen to kompleks 38 domków, które znane są również pod nazwą ”Het Blaakse bos” (Het Blaaske las). Jeden z nich można zwiedzić w środku. Domek jest otwarty codziennie od 10:00-18:00 a bilet wstępu wynosi 3 euro)

Wystrój przechylonych o 45 stopni domków wymaga niemałej kreatywności. Wyobrażacie sobie mieszkać w domu gdzie wszystkie ściany i okna są skośne?

Rozgośćcie się…

Dzień zakończyłyśmy w męskim towarzystwie z dziecięcym trunkiem 😉

W piątek 11 września pojechałyśmy do małej holenderskiej wioski Kinderdijk. Kinderdijk to wioska położona w południowej Holandii ( 24 km od Rotterdamu) znana na całym świecie z wiatrków. To tutaj znajdują się wielowiekowe młyny, które niegdyś służyły do osuszania okolicznych terenów. W 1997 roku zabytkowe wiatraki w Kinderdijk zostały wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO

W Kinderdijk większość wiatraków jest zamieszkała i nie można ich zwiedzać, ale dwa z nich przerobiono na muzea i przeznaczono do celów turystycznych. My z Karoliną na ten raz postawiłyśmy tylko i wyłącznie na spacer 🙂

Z Karolinką, @góralkanawalizkach

Holandia nie słynie z obszernej tradycjonalnej kuchni, ale są tutaj rzeczy, które obowiązkowo trzeba spróbować np. poffertjes czyt. poferćjes.  Poffertjes przypominają malutkie naleśniki, ale do ich przyrządzenia wykorzystuje się również drożdże, stąd ich lekkość i pulchny wygląd. Poffertjes podawane są z masełkiem i cukrem pudrem. Pycha!

Po spacerze, zanim wyjechałyśmy do domu, poszłyśmy do restauracji Buena Vista. Ta wegańska lumpia przyrządzona w dosyć nietypowy sposób była naprawdę pyszna. 

Jeszcze tego samego dnia, zaraz po tym, jak pożegnałam Karolinę, wsiadłam w pociąg i ruszyłam do nadmorskiego miasteczka Zandvoort. 

Co ja tu robiłam? A pozowałam oczywiście 😉

Yee! Dostawa z polskich księgarni. Będę gotowała i poszerzała wiedzę w zakresie podologii.

13 września posiadał wszystko to, co kocham. Podróżowanie (co prawda krótkie i w nie najlepszych warunkach, ale to nadal podróżowanie), zwiedzanie (co prawda miejsc, które znam, ale to nadal zwiedzanie) oraz poznawanie nowych ludzi 🙂

Coś czuję, że po tym poście zrobicie się głodni haha. No, ale nie mogę odpuścić… Za bardzo lubię robić zdjęcia nowych miejsc. Tym razem “wylądowałam” w Pannenkoekenhuis Boerderijmeerzicht (restauracja gdzie podawane są głównie naleśniki). W Holandii naleśniki jemy na różne sposoby. Zarówno opcja słodka, jak i słona jest tutaj bardzo popularyzowana. Niektóre kombinacje zaskakują naprawdę niejednego turystę. Ja tym razem zdecydowałam się na naleśnika z grzybkami i sosem pomidorowym 🙂

Moja wizyta w Amsterdamie nie była przypadkowa. Tutaj znowu spotkałam z Karoliną oraz poznałam innych przemiłych ludzi. Co prawda nie przyjechałyśmy do Amsterdamu pociągiem, ale nasz spacer rozpoczął się właśnie tutaj, przed dworcem centralnym.

Dworzec centralny w Amsterdamie to jedna z najbardziej znanych stacji w Holandii. Stacja została otwarta w 1889 roku i jest naprawdę pięknym budynkiem.

Amsterdam słynie z pochyłych domów. Co prawda na powyższym zdjęciu nie jest to tak mocno widoczne, jak bym chciała, ale wierzcie mi na słowo, kamienice mają bardzo interesującą architekturę. 

Tego kościoła nie da się, ominąć będąc w Amsterdamie, no, chyba że nie chcesz zobaczyć słynnej ulicy czerwonych latarni… Kościół na zdjęciu to Oude Kerk, który jest najstarszym budynkiem w Amsterdamie. Kościół leży w średniowiecznym centrum miasta i zarazem w bardzo nietypowym miejscu, a mianowicie w dzielnicy czerwonych latarni. Kościół można zwiedzić jako muzeum każdego dnia tygodnia a cena biletu (trochę sporo) 12 euro. 

Chyba najbardziej turystyczne miejsce w całym mieście. Przykładowe okienka z dzielnicy czerwonych latarni. Żeby nie było, na zdjęciu nie dopatrzycie się żadnej Pani 😉

W Amsterdamie jest mnóstwo fajnych kawiarni, ale nie w każdej można się napić kawy. Ta tutaj co jeden z największych i najpopularniejszych coffeshopów istniejący od 1975 roku  The Buldog.

Jak to się stało, że Holandia jest tak otwartym krajem na tego typu miejsca? Na początku lat 70 tych, Holendrzy uznali, że walka z wszystkim rodzajami narkotyków nie ma sensu. Ludzie, tak czy siak, będą korzystać z usług dilerów, a zamiast zakazywać i ścigać osoby rozprowadzające narkotyki lepiej jest sytuacje kontrolować i w miarę możliwości ograniczać dostęp do niektórych używek. I tak handel mniej groźnymi narkotykami jest tutaj legalny. Kiedy przyjechałam do Holandii, uważałam to wszystko za absurd, dzisiaj myślę, że nie jest to złe rozwiązanie. A Wy co sądzicie?

A potem przyszedł czas na łódkę…

Jeżeli ktoś z Was zamierza odwiedzić Amsterdam, to w miarę możliwości skorzystajcie z tego środka transportu. Możliwości jest sporo, a takie zwiedzanie daje nam zupełnie inne spojrzenie na miasto. Siedząc w spokoju, dostrzegamy więcej detali w architekturze, relaksujemy się i odprężamy 🙂

Na zdjęciu Sea Palace azjatycka restauracja i NEMO Science muzeum

W Amsterdamie można spotkać około 2500 tradycyjnych domków na wodzie. Domki stały się bardzo popularne już w latach 70 tych i do dzisiaj służą dla wielu ludzi za mieszkania. Chętni zwiedzenia takiego domku mogą udać się do Woonbootmuseum, jest to domek na wodzie, który został przerobiony na muzeum. 

Zarówno rowerów, jak i kanałów w Amsterdamie nie brakuje. Miasto liczy 1281 mostów oraz 165 kanałów. Jeśli chodzi o rowery, to jest ich w mieście więcej niż ludzi. 

AHOJ! Od lewej Instagirl: @góralka na walizkach, @będę jak wrócę i skromna ja, hihi

Znowu jadło haha. Bardzo ciekawą i tanią restauracją w Amsterdamie jest Jacketz. Serwują tam ziemniaki na różne ciekawe sposoby, naprawdę smaczne i warte spróbowania. Jedyny minus to mało sympatyczna obsługa, a szkoda. 

Powrót do domu. Maassluis po 23:00

Urządzanie poddasza nadal trwa. Materac dotarł i jest dokładnie taki jaki chcieliśmy. Od jakiegoś czasu powtarzam to samo, ale nie mogę doczekać się końcowego rezultatu.

Że co ja sobie nie poradzę? Wniosłam, wypakowałam i leży jak ulał 😉

19 września i ostatni summer outfit tego roku 🙁

Marzenia się nie spełnią, marzenia trzeba spełniać… Nielegalna przerwa w pracy i kibicowanie mojemu tacie w locie oraz lądowaniu

Przestroga na przyszłość. Zgubisz karę we własnym domu, szukaj do upadłego, bo jak znajdziesz i pomylisz, to w sklepie będzie Ci bardzo niezręcznie, zwłaszcza jeśli w danym momencie jest to jedyna karta, którą masz przy sobie haha. Z własnego doświadczenia…

W dzisiejszych czasach wszystko dzieje się online. Nawet podróżowanie…

Singapur 

Jeżeli wydaje Ci się, że smażenie naleśników jest niefajne i trudne, spróbuj usmażyć placki ziemniaczane 😉 Wstyd się przyznać, ale są to moje pierwsze placki ziemniaczane, które wykonałam sama, i wszystko byłoby idealnie, gdyby nie problemy w procesie smażenia, ale od czego ma się przyjaciół, nawet jeśli są tylko i wyłącznie online to nadal gdzieś są, i chętnie służą pomocą 🙂

Rozpoczęłam post prezentami, więc i prezentem skończę. Te piękne i modne ostatnimi trawki dostałam od sąsiadki. Trawki pochodzą z jej ogródka i zamierzam ozdobić nimi poddasze. 

3 thoughts on “WRZESIEŃ W OBIEKTYWIE”

  1. Świetne zdjęcia i super dziewczyny 😊
    Miło było trafić na tego bloga!

    Pozdrowienia spod Rotterdamu!

    1. Cześć Natalia. Dziękuje za miłe słowa i jak miło, że blog przypadł Ci do gustu 🙂 Pozdrawiam

  2. Pingback: Poznaj kraj wiatraków. Najpiękniejsze miejsca w Holandii ~ My FairyTale

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *