Peninsula Valdes — dzika Patagonia z Puerto Madryn

9 listopada późnym wieczorem dotarliśmy do Puerto Madryn. Samo miasto potraktowaliśmy przede wszystkim jako bazę wypadową do odkrywania tej części Patagonii. Mieliśmy tutaj trzy pełne dni — dwa przeznaczyliśmy na Peninsula Valdes, a ostatni na Punta Tombo. 

I właśnie pobyt w Puerto Madryn po raz kolejny przypomniał nam, że w podróży można mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, ale natura i tak potrafi napisać własny scenariusz. 

Teoretycznie na Peninsula Valdes można przeznaczyć jeden intensywny dzień. Można objechać najważniejsze punkty półwyspu, zatrzymać się przy koloniach zwierząt i wypłynąć z Puerto Piramides na obserwację wielorybów. My mieliśmy jednak dwa dni i dzisiaj bardzo się z tego cieszę. 

Oba dni wyglądały podobnie — jeździliśmy po półwyspie, zatrzymywaliśmy się przy wybrzeżu, wypatrywaliśmy zwierząt i próbowaliśmy zobaczyć orki. Różnica była taka, że pierwszego dnia rejs na wieloryby zupełnie nie wyglądał tak, jak go sobie wyobrażaliśmy, a drugiego dostaliśmy wszystko, na co czekaliśmy. Gdyby nie ten dodatkowy dzień, prawdopodobnie wyjechalibyśmy z Puerto Madryn z lekkim niedosytem.

Peninsula Valdes — co warto zobaczyć?

Peninsula Valdes to ogromny półwysep na atlantyckim wybrzeżu Patagonii i jedno z najlepszych miejsc w Argentynie do obserwowania dzikich zwierząt. 

Nie przyjeżdża się tutaj jednak dla jednego konkretnego widoku. Cały pobyt polega raczej na przemieszczaniu się samochodem pomiędzy różnymi punktami półwyspu i sprawdzaniu, co akurat tego dnia natura pozwoli zobaczyć. 

Krajobraz jest zupełnie inny niż na południu Patagonii. Zamiast wysokich gór i gęstych lasów są ogromne otwarte przestrzenie, niski step, szutrowe drogi i surowe wybrzeże Atlantyku. 

Na Peninsula Valdes można spotkać słonie i lwy morskie, pingwiny magellańskie, guanako oraz wiele gatunków ptaków. W wodach wokół półwyspu pojawiają się natomiast wieloryby i orki. 

Najważniejsze miejsca do obserwowania zwierząt są porozrzucane po całym półwyspie. Warto zatrzymać się między innymi w Punta Norte, znanej z kolonii lwów i słoni morskich oraz z możliwości wypatrywania orek, w Caleta Valdes i Punta Cantor, gdzie można zobaczyć słonie morskie i pingwiny magellańskie, a także w Punta Piramide, skąd rozciąga się piękny widok na Golfo Nuevo i gdzie również znajduje się kolonia lwów morskich.

Na Peninsula Valdes szybko przekonaliśmy się, że obserwowanie dzikich zwierząt wymaga przede wszystkim czasu i cierpliwości. Z lwami czy słoniami morskimi jest stosunkowo łatwo — wiadomo, gdzie znajdują się ich kolonie, można zatrzymać się przy punkcie widokowym, obserwować je przez jakiś czas i ruszyć dalej. Z orkami wygląda to zupełnie inaczej. 

W wybranych miejscach można znaleźć informację o tym, kiedy były ostatnio widziane. Jeśli pojawiły się kilka dni wcześniej, od razu rodzi się nadzieja, że może właśnie dzisiaj wrócą. 

I wtedy zaczyna się czekanie…

Orki pojawiają się tutaj przede wszystkim w poszukiwaniu pożywienia, a Peninsula Valdes słynie między innymi z ich niezwykłej techniki polowania bardzo blisko brzegu. Potrafią wpływać niemal na plażę, polując na młode lwy czy słonie morskie. 

I przyznam, że miałam z tym trochę mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo chciałam zobaczyć orkę w naturalnym środowisku. Z drugiej wiedziałam, że jeśli zobaczymy ją właśnie tutaj, istnieje duża szansa, że będziemy świadkami polowania. 

Natura rządzi się własnymi prawami, ale oglądanie jej z bliska nie zawsze musi być łatwe i przyjemne.

Trochę przypominało mi to nasze wcześniejsze czekanie na cielenie się lodowca. Człowiek chce zobaczyć coś spektakularnego, a jednocześnie ma świadomość, że za tym pięknym widokiem kryje się też zupełnie inna historia. 

Ostatecznie orki się nam nie pokazały. Trochę szkoda. A może… trochę dobrze?

Po Isla Martillo pingwiny magellańskie nie były już dla nas nowością, ale nadal potrafiły zatrzymać nas na dłużej. Na jednym ze zdjęć Chris i pingwin stoją zapatrzeni w wodę, jakby obaj wpatrywali, czy przypadkiem coś tam się nie pojawi.

Na koniec do pingwinów dołączyła jeszcze owca, a w drodze powrotnej mijaliśmy kolejne zwierzęta — krowy, różne ptaki i nandu, które przemykało gdzieś przez step. Na Peninsula Valdes naprawdę cały czas warto mieć oczy dookoła głowy.

Wieloryby z Puerto Piramides

Jednym z powodów, dla których tak bardzo chciałam przyjechać w okolice Puerto Madryn, były wieloryby. Z Puerto Piramides organizowane są rejsy po Golfo Nuevo, podczas których można obserwować wieloryby biskajskie południowe, czyli ballena franca austral.

Pierwszy rejs mieliśmy zarezerwowany z wyprzedzeniem. Na lądzie pogoda wyglądała całkiem dobrze, ale mocno wiało i dopiero po wypłynięciu zrozumieliśmy, co to oznacza na wodzie. 

Golfo Nuevo było bardzo wzburzone. Łodzią mocno bujało, fale wpadały na pokład, a większość czasu bardziej skupialiśmy się na trzymaniu się wszystkiego dookoła niż na robieniu zdjęć. 

Wieloryby zobaczyliśmy, więc absolutnie nie mogę powiedzieć, że rejs się nie udał. Samo przeżycie było niesamowite, ale mimo wszystko został lekki niedosyt.

Marzyło mi się zobaczyć wieloryba naprawdę blisko. Spokojnie. Zobaczyć jego grzbiet, ogromny ogon unoszący się nad wodą i mieć choć chwilę, żeby po prostu patrzeć.

Dlatego postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. I właśnie wtedy doceniliśmy to, że na Puerto Madryn zostawiliśmy sobie więcej czasu.

Na kolejny dzień nie mieliśmy już rezerwacji, a bilety były praktycznie wykupione. Trafiliśmy więc na listę rezerwową i przez jakiś czas wcale nie było pewne, czy uda nam się ponownie wypłynąć. 

Udało się !!!

Drugiego dnia wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Woda była spokojniejsza, a my wypłynęliśmy znacznie mniejszą łodzią, dzięki czemu wieloryby podpływały naprawdę bardzo blisko. Raz widzieliśmy ogromny grzbiet, chwile później płetwę, a potem dokładnie to, na co czekałam najbardziej — ogon unoszący się nad powierzchnią wody.

Dwie łodzie i da zupełnie różne rejsy. Tą większą łodzią wypłynęliśmy pierwszego dnia, kiedy mocno wiało, a woda była naprawdę wzburzona. Mniejszą łodzią popłynęliśmy dzień później.

Na zdjęciach dobrze widać charakterystyczne jasne zgrubienia na głowie wielorybów. Są typowe dla wielorybów biskajskich południowych, a ich układ jest u każdego osobnika nieco inny.

Kiedy wieloryb wysoko unosi ogon ponad wodę, zwykle oznacza to, że szykuje się do głębszego zanurzenia.

Każdy wieloryb ma nieco inny kształt i wzór płetwy ogonowej, dlatego naukowcy wykorzystują jej zdjęcia do rozpoznawania konkretnych osobników.

Dopiero przy łodzi pełnej ludzi widać, jak ogromne są te ssaki.

Cudownym momentem naszego rejsu było spotkanie samicy z młodym. Zwierzęta przez dłuższą chwilę pływały obok siebie, wynurzały się, obracały i znikały pod wodą, żeby po chwili pojawić się znowu kilka metrów dalej. Momentami wyglądało to tak, jakby urządzały nam małe przedstawienie. 

Na koniec jeszcze jedno spojrzenie z góry. Stojąc wysoko nad zatoką, mogliśmy obserwować wieloryby już z daleka. Było to piękne pożegnanie z Peninsula Valdes.

NASZA PODRÓŻ PO ARGENTYNIE

Ten wpis jest częścią naszej podróży po Argentynie, którą odbyliśmy w 2023 roku. Jeśli masz ochotę zobaczyć więcej, poniżej znajdziesz pozostałe wpisy z tej wyprawy.

→ Argentyna na własną rękę — nasza trasa, plan podróży, mapa i praktyczne informacje

→ Buenos Aires początek naszej argentyńskiej przygody

→ La Boca — magiczna dusza Buenos Aires i najbardziej kolorowa dzielnica Argentyny

→ Tango w Buenos Aires

→ Woospady Iguazu — spotkanie z potęgą natury

→ Salta i okolice —  co warto zobaczyć w północnej Argentynie?

→ Tren a las Nubes — pociągiem w chmury

→ Z Salty do Purmamarca i Salinas Grandes

→ Kolorowe Góry Hornocal i trekking w Tilcara

→ Początek nowego etapu podróży. Mendoza, Argentyna

→ Winnice i trochę za dużo wina. Mendoza, Argentyna

→ Andy i dzień, który nie poszedł zgodnie z planem… (Ruta Nacional 7, Argentyna)

→ Kanion Atuel — spokojny dzień na południu Mendozy

→ El Calafate — 5 dni w krainie lodowców. Nasz plan podróży po argentyńskiej Patagonii

→ Big Ice — trekking po lodowcu Perito Moreno

→ Perito Moreno z innej perspektyy — kajaki u stóp lodowca

→ Rejs po Lago Argentino — pięć lodowców Patagonii

→ El Chalten i Fritz Roy jednodniowa wyprawa z El Calafate

→ Ushuaia — miasto na końcu świata i baza do odkrywania Ziemi Ognistej

→ Laguna Esmeralda — pierwszy z czterech dni w Ushuaia

→ Parque Nacional Tierra del Fuego — poczta na końcu świata

→ Tren del Fin del Mundo — pociąg końca świata

→ Pingwiny na Isla Martillo — Estancia Harberton i Kanał Beagle

→ Peninsula Valdes — dzika Patagonia z Puerto Madryn

→ Punta Tombo — dzień wśród pingwinów magellańskich

→ Bariloche — jeziora, góry i patagońskie krajobrazy

Dziękuję za odwiedziny. Do zobaczenia w kolejnym wpisie!

                                                                                      Agnieszka

Laat een reactie achter

Je e-mailadres wordt niet gepubliceerd. Vereiste velden zijn gemarkeerd met *